Wczoraj włóczyliśmy się po upalnym Buenos , a dziś po prawie czterogodzinnym locie przeniesliśmy się do zupełnie innej części Argentyny - Ziemi Ognistej. Jesteśmy w Ushuaii - nazywanej" fin del mundo" - koniec świata.W pobliżu jest już przylądek Horn . Wieje wściekle jak to w Patagonii.
Dobrze , że wcześniej zarezerwowałam hostel bo byśmy chyba spali na ulicy.Hosteli jest bardzo mało , są dość prymitywne i niestety bardzo drogie - płacimy więcej niż w Buenos.
Pojutrze wybieramy się na treking na wyspie Nawarino- to już Chile, Ushuaia to jeszcze Argentyna , granice są tu dość skąplikowanie poprowadzone .Kupujemy kartusze gazowe , bo musimy iść z kompletnym wyposażeniem. Będzie nas to wszystko dość drogo kosztowało , łódż w jedna stronę na wyspę to 100$/ rozbój w biały dzień /. Ushuaia tonie teraz w kwiatach bo jest krótkie lato.Miejscowość położona jest w otoczeniu pięknych gór .Kobiety prowadzące hostel to wściekłe pedantki , wymogi przeróżne , bardzo rygorystyczne , wchodzą do pokoju bez pukania, no ale trzeba to przeżyć.
Cieszymy się, że dotarliście szczęśliwie. Pozdrawiamy i życzymy miłych wrażeń. Boskie Buenos nie jest tak boskie jak śpiewała Kora :)
OdpowiedzUsuńPozdrowienia
Agnieszka, Romek i Maja
Nie wiem czy moj wpis doszedl, ale raz jeszcze powodzenia i trzymam kciuki.
OdpowiedzUsuń