Translate

czwartek, 19 lutego 2015

Villa o.Higgins 18.02

Duzo czasu minelo od ostatmiego wpisu , ale ciagle mamy klopoty z internetem. Dzis jest 18.02 jestesmy po stronie chilijskiej w malenkiej wiosce na pograniczu z Argentyna  Villa o. Higgins.Po puerto Natales bylismy w parku  pod Fitz Royem- legendarnie pieknym szczytem w Argentynie. piec dni  mieszkalismy w miejscowosci El Chalten.Codziennie robilismy trekingi po okolicy - szczegolnie piekne sa trasy pod  Fitz Roy i Serro Torre , wedlug mnie piekniejsze nawet niz w Torres del Paine.Taki byl plan zeby z El Chalten przedostac sie do Chile rzadko uzywana trasa - najpierw samochod do lago Diesierto , dalej przejscie na nogach 22km , a duze bagaze na koniach do malenkiej osady juz w Chile - Kandelaria Mancilla, stamtad plynac stateczkiem pod lodowiec o.HIGGINS I DALEJ do Villa o.Higgins.Wszystko to bylo pod znakiem zapytania , bo nie mozna bylo sie skontaktowac z czlowiekiem , ktory organizowal konie po stronie Chilijskiej. Ostatniego dnia Marek dodzwonil sie na komorke i jakos dogadal sie w spraiw tego konia.
Pogoda rano byla beznadziejna ,  padal deszc i zrobilo sie bardzo zimno.Ricardo z koniem zjawil sie na umowionym miejscu , zapakowal nasze bagaze , a my na nogach.Dotarlismy umeczeni - na koniec swiata.
Kandelaria to jedno gospodarstwo - wlasnie Ricardo , jest to miejsce przesiadkowe dla turystow plynacych pod lodowiec. Przespalismy sie w chatynce drzacej pod podmuchami wiatr . Mialem problem z pieniedzmi , wymienilismy wczesniej dolary na peso chilijskie , ale nie mielismy do konca dokladnego rozeznanie cenowego w calej tej przeprawie.Okazalo sie ze Chilijczycy sa dobrze zorganizowani i za statek mozna placic karta.Cala wyprawa po jeziorze O.Higgins  trwala  8 godzin , w duzej czesci kolysalo niemilosiernie jak na morzu , ale widok lodowca wynagrodzil wszelkie problemy.Niesamowity , olbrzymi, miejscami blekitny-  dwojka z zalogi wyplynela pontonem zeby wylowic troche lodu z lodowca, myslelismy ze to do jakis badan , a to okazalo sie ze dostalismy drinki z tym lodem.Chilijczycy spisali sie perfekcyjnie z tym rejsem.Wieczorem dotarlismy do Villa.o,Higgins, do hostelu i spac-po dniu meczacym , ale pelnym wrazen.
Dzis okazalo sie  , ze ugrzezniemy tu na trzy dni bo bus do dalszej miejsowosci Cochrene , jezdi co kllka dni i jest na niego wielu chetnych.Bedziemy wiec zwiedzac okolice - na koncu swiata. Zycie tu plynie innym rytmem.Sklep jest otwarty w godzinach jakich chce sie wlascicielce , godziny otwarcia nic nie znacza.WSZYSTKIE DOMKI WYKONANE SA Z DREWNA i podszyte wiatrem.Jak sie uda przeslemy pare zdjec.Na razie wszyscy zdrowi i jakos sie trzymamy

1 komentarz: